O tym jak raz piłem alkohol

Szanowni Czytelnicy, w swoich listach i kartkach pocztowych z całego świata zasypujecie mnie pytaniami:
Jak samotny ojciec może pić alkohol? – ustami; czopki są kłopotliwe podczas picia z kolegami, weź wypij bruderszafta czopkami – w co całować?

Co to za patologia? – samotny ojciec to patologia sama w sobie; dziecko powinno mieć dwoje kochających rodziców, ja jestem i pewnie zostanę patologią;

Gdzie byli rodzice? No właśnie rodzic sam się zastanawia gdzie był -kolega doradza by nie drążyć.

Skąd takie skandaliczne założenie, że mogło dojść do świadczenia usług seksualnych? – to by i tak było niewiarygodne urozmaicenie mojego życia erotycznego, że o finansowym już nie wspomnę – a poza tym jak samotne matki mogą to ja co, nie mogę? Będzie na następny zabieg albo na wózek inwalidzki dla małej.

Na całym świecie internauci są oburzeni.

Uznaję zatem za konieczne wyjaśnienie tego skandalicznego zachowania, które uwzględniało nadużywanie alkoholu, stosowanie plugawego słownictwa oraz obudzenie się w obcym łóżku na poduszce z dinozaurem.

Zaczęło się tak, że na trening przyszedł nowy kolega – taki zjebany hipster z Sopotu, pozdro Piotruś- i jak narzucił tempo to skończyliśmy ten trening o czasie i zmęczeni. Nie weźmiemy go następnym razem bo wiadomo, trening jest po to, żeby połazić wokół stacji, pogadać o głupotach, polansować się w dresie z Lidla (29,90 za górę i za dół) i czasem trochę pomachać – ale żeby tak od razu się męczyć jak faszyści to bez przesady. Ale raz go z litości wzięliśmy bo jest samotnym sopockim hipsterem, nikt go nie lubi, nie ma kolegów i tylko ładnie wygląda. Znacie typ. Koledze się niestety przez moment przypomniało, że był kiedyś normalnym ratownikiem WOPR a nie zjebanym krawaciarzem no i jak z nami pojechał to wiązałem sobie język na Windsora, bo tylko na taki umiem.

Skoro trening skończył się szybciej, to pojechałem pogadać chwilę ze znajomymi do pewnego znanego lokalu, którego tu nie otaguję bo może się okazać, że ten lokal stara się wbrew pozorom robić obrót i takie historie niekoniecznie służą jego reputacji. Znaczy reputację to ten lokal i tak ma taką, że chodzą tam tylko typy mojej prowiniencji, co mi zresztą bardzo odpowiada. Wchodzę, witam się, zamawiam herbatę z sokiem. Jak za każdym razem. W trakcie rozmowy pokazuję kolegom takie krótkie wideo nagrane komórką kilka dni temu.

Na tym wideo moja córka po raz pierwszy sama pije wodę z kubeczka.

Nie zrozumiecie tego (mam nadzieję) nigdy. Miesiące pracy, oblewania się wodą, dobierania kubeczka, wyciągania z fotelika i zmieniania ubranka. Wychodzenia z kuchni i napierdalania w ścianę głową albo pięścią (muszę w końcu kupić worek bo ścian mi szkoda) i wracanie z uśmiechem do kuchni, żeby nie widziała tych kryzysowych momentów bo pomyśli, że to jej wina. Mówienie „łokcie stabilizuj”, „plecki proste, głowa wysoko”. Demony krążące na granicy podświadomości, że jak nie nauczy się sama pić to umrze z pragnienia jeśli ja padnę i nie zdążę nikogo zawołać. A ja wiem, że takie rzeczy się zdarzały – nawet w moim mieście. Znam ludzi, którzy wchodzili do mieszkań gdzie samobójca zostawił powoli umierające z głodu niemowlę.

Julka jak prawdziwa kobieta wpuszczała pierdolenie Taty jednym uchem a wypuszczała drugim. Na szczęście pomiędzy uszami ma filtr logiczny więc odfiltrowała mądrzenie się starego od zadania do wykonania. I sama sobie wymyśliła technikę – z mniej sprawnej ręki zrobiła prowadnicę i po niej sunie kubkiem do ust. Szacun.

Trzy pijane mordy patrzą półprzytomnym wzrokiem na to nagranie i wiem, że chociaż nie kumają już jaki jest rok (oni i tak nie kumają bo mają szable zamiast normalnej broni) to mnie rozumieją. Albo znają Julkę albo sami pracują z niepełnosprawnymi. Następuje moment ciszy. A potem ktoś mówi tak: „Ona pije…” i zawiesza resztę zdania. Bo przecież to się samo nasuwa.

Skoro ona może, to i my możemy.

Ale to, szanowny Czytelniku a tym bardziej Czytelniczko (swoją drogą co Ty tu robisz kobieto, życia nie masz?) nie uzasadnia niczego, nie wyjaśnia skąd w mężczyznach ta dążność do spożycia. Spróbuję wyjaśnić co się w takich sytuacjach dzieje w rzeczonym lokalu, bo gdzie indziej to nie wiem i w sumie wali mnie to.

Picie alkoholu to proces oczyszczenia duszy i uporządkowania świata, coś jak medytacja albo modlitwa tylko drożej i mniej nudno. Jest takim samym procesem jak rozbieranie broni. Najpierw walimy kilka setek i wyjmujemy SuperEgo. To jest świadomy proces, to znaczy wymaga pokory bo jak ktoś z SuperEgo zamontowanym na stałe się nawali to będziemy mieli napitego lansera a nie duchowe oczyszczenie. Potem walimy kilka kolejnych setek i patrzymy krytycznie na swoje Ego, ściągamy je z prowadnic i odkładamy na bok (można przeczyścić miękką szmatka, ale nie zadrapać). Efekt końcowy to stado Potworów Id które siedzą w mroku z rzadka rozświetlonym słabym światłem (ściany w tym lokalu mają chujowy kolor, to fakt), każdy w otoczeniu swoich demonów które w końcu wychodzą i nie przeszkadzają a jak przeszkadzają to się nimi zajmujemy po kolei. I mnie dzisiaj taki jeden demon zniknął, a ściślej został pożarty (wypity) przez małą, 4,5 letnią dziewczynkę.

To nie jest ładny proces jak się na niego patrzy z zewnątrz. Ale z drugiej strony, seks też ładny nie jest jak się w nim nie uczestniczy. Biedna Madzia musiała zza baru oglądać między innymi starych debili z chwilowym zaostrzeniem PTSD wpadających do lokalu, (przy czym do tej pory wstyd mi nie za to, że to robiłem tylko że Wojtek mnie dwa razy opierdalał za „jaja do ściany” więc chyba faktycznie „postawy do poprawy”), stado facetów skandujących do mnie, żebym się rozbierał na stole i jednocześnie tańczących przy akompaniamencie „Backstreet’s Back” czy standardowe już „Limbo” Daddy Yankee (przynajmniej już nie ma siania paniki jak wchodzę z metalową rurą do lokalu). Taniec jest ważny, pozwala trzymać agresję na wodzy a mężczyżni mają tak że jak piją to ta agresja zawsze gdzieś tam jest, bo tak już mamy. Agresja nie jest wynikiem naszej nienawiści, ona jest nam przyrodzona i tak jak dziewczynki muszą się uczyć pilnować w dni płodne tak my musimy uczyć się panować nad agresją. Lepiej jak rano boli głowa od picia i mięśnie od tańczenia niż szczęka od operacji a dupa od odleżyn bo leżeliśmy na OIOMie tydzień.

Piliśmy za miłość panowie.* Zatem powtórzę już na trzeźwo, kocham Was. Śmiejmy się z naszych złamanych serc bo to znaczy, że jeszcze mamy serca a ból to oznaka życia. Śmiejmy się z codziennych problemów bo znikną. I śmiejmy się ze spodni tego kolegi bez dupy (choć szacun za odwagę).

Obudziłem się u Kobolda bo mnie przenocował, stówę zobaczyłem bo jak każdy porządny Polak jestem pijakiem a jak wiemy każdy pijak to złodziej. Ale nie wziąłem bo cienka niebieska linia i takie tam.

A poduszkę z dinozaurem zaraz kupię Julce bo jest zajebista.

*Między innymi. Piliśmy też za wiele innych rzeczy ale sama próba przypomnienia sobie treści toastów wywołuje ból głowy.

Normalność

Wczoraj mi się dziecko rozchorowało. Temperatura, ból gardła, kaszel. Pojechaliśmy do NOChu na Zaspie z samego rana, rejestracja, krótkie czekanie, wizyta. Mama Julki marudzi i panikuje, Julka grzeczna na wizycie jak to ona, pediatra profesjonalna i porządna. Diagnoza – zapalenie oskrzeli, konieczny antybiotyk. Zirytowany schodzę na dół, kupuję lekarstwa za 130 PLN i wkurwiam się niemiłosiernie na system, ceny leków i wszystko… I nagle zdałem sobie sprawę, jak jest zajebiście. Mam dokładnie takie problemy jak te przykładne małżeństwa w dobrych dzielnicach, które odwiedzałem. Wkurzam się na to samo. Nawet mama Julki jest z nami tego dnia.

Przez chwilę było normalnie.

Uśmiech nie schodził mi z mordy do końca dnia.

Idealna bajera

Jak „wyrwać” pannę? Pytanie oczywiście bez sensu bo każdy kto umie liczyć do 28 i uważał w szkole na biologii nie będzie zadawał pytań na jakie od dekad usiłuje odpowiedzieć ta część Playboy’a, która zawiera literki.

Chodzi o ten moment kiedy obustronne zainteresowanie jest, wiosna w pełni no i trzeba coś powiedzieć żeby zaprosić, zwabić do swojego pokoju (na przykład na koloniach, obozach czy turnusach). Kiedy naprawdę treść tego zaproszenia nie jest aż tak istotna jak sposób jego przekazania.

Dla mnie mistrzem bajery jest pewien Romek (imię fikcyjne), 17-letni chłopiec z MPDz, GMFM tak na oko 1 – szczęściarz cholera – który wraz ze swoim kolegą nazwijmy go Sebastian (GMFM między 1 a 2, niższy od Romka) bajerują kilka lasek na korytarzu. Chłopaki są z domu dziecka, więc oprócz charakterystycznych postaw ciała mają też na twarzach wyryte typowe bidulowe „schowaj te koszulkę Surge Polonia i medale za Irak i Afganistan bo nie masz kurwa bladego pojęcia co to jest piekło”. Ale szczęściarze, bo GMFMy niskie, poruszają się o własnych siłach i nawet pomóc koleżankom mogą.

Laski są w ich wieku, śliczne dziewczyny na wózkach – albo powypadkowe albo MPDz tak samo – no i garną się do nich tak że rodzice by zawału dostali jakby to zobaczyli. Tyle pracy, żeby się nie śliniły – na marne. Przebierałyby nogami gdyby mogły, a tak tylko gumę palą do chłopaków.

Gadka generalnie debilna jak to w tym wieku, sami takie uskutecznialiśmy na gdyńskiej plaży – wiecie, tzw. rozmowy o życiu. Godzina się robi coraz późniejsza, grupka lekko się przerzedza i nagle Romek mówi do dwóch co zostały:

„Ej chodźcie do nas na górę do pokoju, mamy CD, DVD, internet i drzwi dziewięćdziesiątkę”. Powiedział to z takim luzem i blazą że sam bym poszedł te drzwi dziewięćdziesiątki zobaczyć, normalnie Casanova. Bajera polega na tym, że przez standardowe w budowlance 80cm drzwi trudno przejechać wózkiem, a 90cm drzwi to gwarancja w miarę fajnej imprezy bo da się na nią bezproblemowo wjechać i z niej wyjechać.

Bajera na drzwi dziewięćdziesiątkę wraca do mnie co roku na wiosnę.

Rules of Engagement

Zdarzyło mi się już parę razy w mieszkaniach młodych dobrze sytuowanych widzieć takie naklejki. Nie bardzo kumam po co one ale w sumie OK, niektórzy tak lubią. Mnie by zastraszały niczym stojący nade Kobold mną z Kodeksem Wykroczeń, P-83 Lawgiverem i krzyczący „I am the law!”. A nawet gorzej bo zauważcie, pogrubione co ważne jak dla debili. Dokumenty urzędowe jeszcze tak nie są pisane.

napis1

Zastanawiam się natomiast jak wyglądałby taki napis gdyby go napisać szczerze i uczciwie, a nie copy-paste ze sklepu. U siebie widzę to tak (też pogrubiam co ważne):

„W tym domu:
MÓWIMY – jak tego się nauczymy to będziemy się martwić o treść
CHODZIMY – cel się określi jak ogarniemy chodzenie (Tata bieganie)
MYŚLIMY – pozytywnie czy nie to drugorzędna sprawa
KOCHAMY tylko jak Tata jest poza domem albo załatwiamy mu wyjście
ROZŁADOWUJEMY broń, i zostawiamy ją w szafeczce
SPRZĄTAMY po sobie – zwłaszcza WŁOSY
NIE PIJEMY ALKOHOLU – bo jak Tata się nawali to nikogo nie będzie żeby pomóc.”

Zapomniałem o czymś?