Dobre wychowanie

Problem wychowania jest opisywany na blogach praktycznie wszystkich rodziców, szczególnie tych młodych których dzieci jeszcze nie zdążyły pokazać czy są wychowane czy nie. Potem się okaże że nie ale rodzice zamkną na to oczy bo do tego czasu rozwiną już sobie syndrom sztokholmski. Ewentualnie uda im się wyrzucić dorosłego osobnika z zasranego gniazda.

W międzyczasie snują oczywiście różne rozważania. Bić czy nie bić? Karać czy nie karać? Pozwalać rywalizować czy uczyć współpracy? I takie tam inne debaty których dziecko nie rozumie bo ostateczny efekt i tak zależy od tego, ile czasu będzie przebywać z rówieśnikami na świeżym powietrzu.

Jako ojciec córki która – choć bardzo chce i się stara – nie mówi i nie chodzi mi te dylematy w większości są oczywiście obce. Jest jasne, że jej nie biję – nie dlatego, że bicie jest złe (problem dla mnie abstrakcyjny bo mam znacznie poważniejsze) ale dlatego, że w przypadku Julki nic by nie dało. Julka od urodzenia wycierpiała więcej bólu niż przypadałoby na trzy dorosłe osoby. Mieliście kiedyś skurcz łydki? A wyobrażacie sobie taki ciągły, nieustający skurcz wszystkich albo dużej części mięśni szkieletowych? Trwający kilka lat? Moja córka jak krzyczy to potrafi wykręcić 100 decybeli na wydechu, mierzone certyfikowanym miernikiem. Pozostałość po tamtych „wspaniałych” czasach kiedy nie przestawała krzyczeć.

Karanie takiej osóbki jest równie bezsensowne z tradycyjnego punktu widzenia. Bo co jej powiem? „Nie pójdziesz na podwórko”? No nie pójdziesz. Do kuchni też nie pójdziesz. Zrobiłbym wszystko żebyś poszła.

Oczywiście nie oznacza to, że wychowanie jest w tym wypadku niemożliwe czy niepotrzebne. Jest po prostu inaczej – nie wiem czy trudniej bo nie mam porównania. Ale nie piszę tego żeby narzekać – ten wstęp ma tylko pokazać że może być znacznie gorzej.

Czasami przecież jest tak, że nie ma czasu. Nie będzie „potem”. I wtedy dziecko ma kilka miesięcy albo lat na wykazanie – czy ma dobre serduszko czy też ma inklinacje do czynności wyczerpujących znamiona. I zarówno jedno jak i drugie nie ma nic wspólnego z wychowaniem.

Newark, Ohio. Szesnastoletnia dziewczynka – Alyssa – ma zdiagnozowaną białaczkę. Lekarze dają jej kilka miesięcy życia. Dziewczynka jest już duża – śmiało można powiedzieć że dorosła, biorąc pod uwagę jej „skompresowany” czas dojrzewania do świadomości śmierci – więc robi sobie listę rzeczy które by chciała w życiu jeszcze zrobić. I pewnie wyobraźnia podpowiada Wam teraz różne dziwne lub mniej dziwne rzeczy, jakich mogłaby chcieć szesnastolatka – może coś związanego z miłością czy erotyką, może egzotyczna wycieczka, może lot samolotem albo balonem albo bycie wyciągniętym na scenę na koncercie ulubionego piosenkarza. Tak to sobie zazwyczaj wyobrażamy. Alyssa wszelakowoż spełniła nieco inne marzenie.

Strzelić do człowieka z tazera.

Nie chodzi o te pieszczotki na baterię 9V których reklamy wyskakują czasami w okienkach pop-up. Czy te do kupienia w sklepach typu militaria.pl albo „Broń Dla Prawdziwych Mężczyzn (Po Pięćdziesiątce Z Wąsem) Bez Pozwolenia” które z kolei kiedyś okupowały marginesy programów telewizyjnych. Chodzi o Taser X26, policyjny elektroszoker który wystrzeliwuje dwie małe elektrody na kablach i puszcza przez nie prąd służący do natychmiastowego obezwładnienia nawet dużego, entoksykowanego mężczyzny.

Tego właśnie pragnęła młoda dama. Zajebać komuś prądem tak, żeby wył z bólu i nie wstawał. I to nie raz. Wiele razy. Przyznacie, że Paulo Coelho w „Weronika postanawia umrzeć” nie przewidział takiego rozwoju wypadków.

Niektórzy ludzie zareagują w sposób oczywisty. Spytają:
„OK, gdzie mam stanąć?”

W departamencie policji w Newark gdzie się udała natychmiast znalazł się ochotnik którego katowała przez cały dzień – aż wyszła z bananem na ryju jakby zjadła mufinkę.

Ale naturalnie część tak zwanego społeczeństwa wyraziła oburzenie. Jak można mieć marzenie, żeby zrobić komuś krzywdę? Czy to normalne? Co jest nie tak z tym dzieckiem?

Naturalnie trudno dyskutować z kimś kto zadaje takie pytania. Co jest z nią nie tak? Ma białaczkę – taki rodzaj nowotworu który buszuje w szpiku kostnym i generalnie zabija, no pewnie możnaby bardziej profesjonalnie to wyjaśnić ale chyba nie ma sensu komuś zadającemu takie pytanie. Czy to jest wystarczająco „nie tak”? Oczywiście nie – nie ma uzasadnienia dla tak niemoralnego czynu. To nienormalne i niemoralne. Czy to jest właściwe wychowanie?

Nie można z tym dyskutować. Ale należy się dziewczynce słowo obrony.

Bo przecież mogła taki taser kupić, podejść na ulicy do obcego i sponiewierać go bez pytania. Co by jej zrobili? Zabili? Pomijam już oczywiście że mogła kupić prawdziwą broń i zacząć strzelać do ludzi bez pytania. To nie to samo bo wiadomo – prąd daje więcej radochy. Ale już taki kabel od siły wpuszczony do basenu miejskiego bez pytania o zgodę? Nie kusi?

A ona zapytała czy może.

Wyobraźcie sobie co by było gdyby bracia Carnajew podeszli do organizatora maratonu w Bostonie i zapytali: „Mamy takie marzenie, żeby odpalić dwie bomby domowej roboty w tłumie widzów. Czy możemy?”

A organizator im na to: „Nie!”

Na co oni: „Acha. No to nie”. I nie odpalili by tych bomb.

Albo gdyby Harris i Klebold spytali się dyrektora Columbine High School czy mogą wejść na teren szkoły z bronią palną i pozabijać tylu napotkanych ludzi ilu się da. A pan dyrektor odpowiedziałby: „wiecie co, rozumiem Waszą tęsknotę ale nie zgadzam się”. A oni by wtedy nie weszli no bo się spytali, ale  pan dyrektor nie pozwolił.

Albo gdyby Adam Lanza spytał się mamy, czy może ją zastrzelić a potem pójść do podstawówki Sandy Hook i strzelać do małych dzieci a mama by mu odpowiedziała „wiesz co, nie. Najpierw zjedz obiad a potem porozmawiamy”. I nie poszedł by tak bez pytania strzelać bo mama nie pozwoliła a poza tym obiad rzecz święta.

Czy świat nie byłby lepszy, gdyby wszyscy byli tak grzeczni jak Alyssa i pytali się czy mogą kogoś zakatować prądem? A zawdzięczaliby to właśnie dobremu wychowaniu.

Jedna myśl na temat “Dobre wychowanie”

  1. A istnieje coś takiego jak dobre wychowanie? W ogóle określenie „dobre” jest bardziej względne niż teoria Einsteina.
    Efekty dobrego wychowania lub złego pokażą się tylko w odpowiednich okolicznościach.
    Mnie ostatnio powiedziała mama, że dobrze mnie wychowała, bo zostałem do końca przy umierającej żonie i potrafiłem zadbać o dom sam w tak trudnym czasie.
    A co jakby żona żyła dalej? Wyszłoby moje dobre wychowanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *