Bezpański pies

„Psie Smutki” to blog Kobolda, który był tak uprzejmy i udostępnił swoją zawartość do publikacji. No dobrze, ściemniam –  nie chciało nam się zakładać dwóch blogów.

Jakiś czas temu ok 3 lat temu dokładnie  po przerobionym maratonie nocek w robocie pozwoliłem sobie wpaść do zaprzyjaźnionego lokalu w centrum Gdańska na małą szklankę whisky. Lubię whisky a picie jej w domu sprawia mi sporą przyjemność ale czasem trzeba wyjść do ludzi. Jak zwykle po pierwszej czy drugiej szklanie widzę znajomą mordę z „branży”, w sumie znamy się z tym kolegą kilka lat , kolega z pokrewnej firmy ale zajmuje się tym samym no i słyszę takie story :

-Mam nowego zwierzaka w robocie , kapitalny kurde , na serio jakby był stworzony do tej roboty i wyobraź sobie że to pies ze zwrotki od cywila , w sumie to nie wiem jak go zakwalifikowali no ale już jest to jest . Powiem Ci ciężko uwierzyć w story ale weź skumaj ….

i tu dochodzimy do historii owego psa – dajmy na to nazywa się  „Figo ” .

„… Dobry dom dorastająca córka lat 18 , no w sumie już dorosła nazwijmy ją Dorotka , Dorotka koniecznie chciała pieska , to przed świętami stary dziany ojciec będąc na wczasach na Słowacji przytargał stamtąd owczarka wilczastego , wiesz jaki to nie ?? Taki trochę niemiec ale z sierścią wilczą i…(tu następuje wywód na temat co to za gatunek psa i jaki nie jest zajebisty i dlaczego ) , przywiózł tego koleżkę do domu , wszyscy zachwyceni kudłata kuleczka , jaki grzeczny jaki mądry , no trochę sika ,ale mu przejdzie nic nie gryzie , posłuszny i w ogóle cudo nie pies.

Ale kuleczka podrasta nadchodzi wiosna a rzeczony Figo waży już 30 kg i zaczyna wymagać odpowiedniego traktowania i szkolenia , krótko mówiąc w wieku psiego dzieciaka zaczyna mu delikatnie odpierdalać bo to nie rasa do miziania , w tym momencie okazuje się ze Dorotka zaciążyła na Sylwestra. Stary bierze psa i zabiera na szkolenie, instruktor po dwóch miechach jest zachwycony psem ale Pan Tata Dorotki tylko narzeka na niego , więc facet mówi – Panie weź mi go pan odsprzedaj ja go chętnie wezmę. Na co papcio że nie i chuj bo to córki decyzja , córka natomiast coraz bardziej ma psa w dupie i staje się jej tylko zbędnym ciężarem , dostał kilka razy kopa , z domu wywalono go do kojca , pies zwariował .No kurwa jak to ?? Przecież był kochany , roczny pies  cały rok w domu miziany prowadzany na szkolenia a teraz kojec , gnat 20 minut na siku kupę i wszystko. Ale Papcio umyślił sobie że zrobi ze zwierzaka psa obrońcę stróżującego – ta rasa się do tego wybitnie nadaje i dalej chodził na szkolenie .Treser wiele razy mu proponował że odkupi psa jeśli to ciężar , w końcu papcio się wkurwił i powiedział treserowi ze niech się pierdoli bo jest natrętem .W tym czasie pies zaczął przejawiać już niezbyt dobre zachowania , zaczynał powoli na papcia łypać jak na intruza , warczeć na komendy, stawał się oporny .Treser pomyślał – kurwa coś jest nie tak chyba psa napierdalają – ale dał spokój bo nie będzie się ludziom w życie wbijał. Natomiast pies powoli zaczynał być wkurwiony zaistniałą sytuacją  Odtrącony , wywalony z domu , brak zainteresowania , zaczął się zamykać w sobie i traktować potencjalnych wyprowadzaczy jak  w najlepszym przypadku materiał do wyżycia się. W końcu wyprowadzaczem został gach Dorotki niejaki dajmy mu na to Filipek. Filipek już za drugim razem został przez Figa uwalony w rękę – czemu ?? nie wiadomo , natomiast Papcio po namowach Dorotki zabrał psa na uśpienie.

I tu wkracza do akcji znajomy mój weterynarz z rodzinnej miejscowosci pan dr  B.mówi do chłopa po co pan go chcesz usypiać to młody pies potrzebuje trochę czułości, rodziny i będzie genialny. Facet w zaparte -”zięcia mi pogryzł trzeba uśpic inaczej go łopatą zajebię„. Na to doktor „B” mówi dobra szkoda idź pan my się psem zajmiemy. Dr B nie jest jakimś tam pierwszym lepszym rzeźnikiem i rakarzem , to Wet z powołania toteż wykonał telefon w odpowiednie miejsce i po tygodniu pies został zabrany do specjalnego ośrodka na Mazowszu 😉 (branżowi wiedzą gdzie ).Tam okazało się ze pies jest tak idealnie predestynowany do służby ze bania siada , roczny pies z naturalnym instynktem z podstawowym przeszkoleniem posłuszeństwo/agresja mega towar .Ale miał jedna wadę ….zero uczuć , zero myrdania ogonem , maszyna do robienia roboty i tyle .”

 

Kumpel historię jeszcze kontynuował przez jakieś 20 minut , podniecony niczym nastolatek. Dopiliśmy po drinie i wio do domu. Nie wiem na ile prawdziwa był ta historia , nie mi oceniać .

Ale do meritum. Ok 2 tyg temu idę sobie Długim Targiem o jakiejś nieludzkiej porze , ciemno pizga i pada deszcz , lekka mgieła – sceneria jak z horroru. Przechodząc obok zamkniętego już o tej porze lokalu gdzie miała miejsce powyższa rozmowa przypomniała mi się ta historia , psa którego roboczo dziś nazywam „Figo ”. Po kilku latach różnych wzlotów i upadków życiowych (a bywało różnie serio ) postawiłem sam siebie w sytuacji rzeczonego Figa – no ja pies i on pies w sumie dużej różnicy nie ma. I Psy i Ludzie jesteśmy do siebie cholernie podobni z zachowania i charakteru w wielu przypadkach . Idziesz do firmy z powołania , z misją naprawy świata , z radosnym przekonaniem że coś zmienisz , że uratujesz życie , że będziesz dla kogoś istotny . Przyjmują cię, traktują jak szczeniaka, uczą i uczą dobrze . Jesteś nauczony dobrej roboty i robota jest dla ciebie pasją .W życiu prywatnym jak to w życiu bywa różnie , dochodzisz do momentu ze los daje Ci szansę i stawia przed tobą kogoś kto w sumie bierze Cię takiego jakim jesteś , zaczyna się tobą opiekować , poza robotą masz dom ,masz cel , i wszystko jest zajebiście ……do pewnego momentu …do momentu aż się ktoś tobą nie znudzi .Wtedy mechanizm działa dokładnie jak w przypadku Figa – odstawia Cię na boczny tor , traci tobą zainteresowanie a Ty chłopie w swej naiwności mówisz „ kurwa jak to ??!! co ja źle zrobiłem ??! „ – nic nie zrobiłeś źle – po prostu tak jak ten szczeniak ktoś się tobą pobawił bo byłeś słodziutki i w ogóle fajny , jarała adrenalina bycia z gliniarzem bo to podobno teraz egzotyczne doświadczenie jak gdzieś usłyszałem a później gdy wraca proza życia i rutyna jest „ ups o kurwa to tak na poważne ?? o ja jebie … o jezu , po co ja go pytałam co robił w pracy?„. A ty w swej głupocie i szczerości odpowiedziałeś jak było . Że było tak i tak , ze śmierdzisz trupem bo ściągałes wisielca 2-tygodniowego z poddasza , że znów się lałeś po mordach z bandytami , że jesteś zmęczony.” I nagle idziesz ni z rus ni z prus w odstawkę.

I co się wtedy dzieje ?? Ano idziesz w robotę /hobby /sport bo w sumie masz już w środku pustkę , i ciężko ją wypełnić kimś innym bo to tylko substytut osoby która Cię w jakiś sposób oswoiła. A morał z tego jest  bardzo prosty – jeśli coś oswoiłeś/oswoiłaś – jesteś za to odpowiedzialny/odpowiedzialna ……

I jak macie dzieciakowi kupić zwierzaka na gwiazdkę, to lepiej pluszowego …..

Jedna myśl na temat “Bezpański pies”

  1. Jak to „Filip”? Filipy są w porządku i tyle.

    Dobry tekst. Czuć mężczyznę.

    I emocje.
    Nie trąci molem. No może końcówka trochę patetyczna…
    Z tym,że tego hasła nigdy dosyć.

    Chyba celowo omijam główny temat. Bo ciężko przyznać,że jeszcze rok (z haczykiem) temu byłam słodziutkim szczeniaczkiem. Dla kogoś komu nieba bym przychyliła a on tulił,dbał,mówił,że na zawsze…
    Dopiero potem okazało się, że byłam erzacem poprzedniego psa,który to uciekł,bo taki kaprys rozpieszczonego zwierzaka.
    Ale pies,a właściwie suka wróciła,zamerdała,dała się znów głaskać. Myślał, jak by tu to ugryźć. A ja umierałam powoli zawieziona przez niego do schroniska. I mimo,że przyjeżdżał codziennie i przywoził smakołyki i tulił i mówił,że nic się nie zmienia między nami,to nie chciał stracić tamtej,skoro łączyło ich 7lat i złota obróżka… Tak spotkali się.

    – czemu?
    – bo prosiła.
    – obiecałeś…
    Po czym znowu się spotkali.
    – Ale to nic nie znaczy…
    Umierałam- nie dało się przemykać pokarmu (nawet tego wspaniałego,który specjalnie dla mnie przywoził), nie umiałam zapamiętać,że mam pić, leżałam godzinami wpatrując się w ścianę pomalowaną na zgniłozielono. Gdy przyjeżdżał dbał o mnie. Karmił,poił,przypominał,że mam pić,czesał,mył i tulił bez końca 😊
    Wziął mnie na święta do swojego domu.
    (znów jest! Znów jestem! Już teraz będziemy razem) 😃

    A takiego HÓJA (sic!) !!!!
    Na sylwestra zostawił mnie znów zamkniętą z resztą zwierząt,które każdego cholernego dnia wypatrują swojego człowieka.
    Czemu takie głupie? Dlaczego nie dostrzegają rzeczywistości?
    Banalne. One przecież nie przestały kochać.
    Tylko przestano je kochać.
    A tego pojąć nie umieją. Bo one kochają na zawsze 😍

    Lecz
    nigdy nie były u boku człowieka. Były u właściciela.
    Także wypatruję jego.
    Widzę,że nadchodzi. Skaczę z radości. Kręcę się w kółko niczym wariatka 😊
    Podchodzi niepewnie. I wtedy nadchodź cios.
    On pachnie INACZEJ. Pachnie tamtą.
    W takich chwilach już masz pewność. Wiesz.
    Wiesz,że była u niego. Sam ją przywiózł. Wziął jej zabawki i one są teraz w moim (!) kojcu u niego. Moje schował,żeby tamtej nie drażnić. Kojec wyprał. Byle było idealnie. Dał tamtej moje jedzenie. Bawił się z tamtą całego Sylwestra. A ona wlazła na jego łóżko. Był z tego zadowolony.
    Obudzili się tuląc czule. I on zaczął tamtą głaskać.
    Pachniał suką, przez którą stałam się zbędna.
    W jakim celu przyrzekał,że NIGDY mnie nie skrzywdzi??
    Trzymali mnie tam kolejny miesiąc i kolejny. Aż stwierdzili,że nie nadaję się,bo tylko odstraszam. A i tak nikt mnie nie adoptuje.
    Zabrał mnie ze schroniska i wyrzucił po drodze. Nieopodal stał dom ludzi,którzy trzymali mnie wcześniej. Wróciłam do budy. Jestem przybita. I zostałam znów przybita łańcuchem do budy. Oni nie rozmawiają ze mną. Na ochłapy muszę”zasłużyć”. Wykonuję sztuczki w nadziej,że dostrzegą we mnie żywe,czujące stworzenie. Szczekam,więc na przechodniów. Merdam ogonem,gdy Pani przechodzi opodal mnie. Skaczę jeśli idzie z jedzeniem… Nie głaszczą. Trudno się dziwić. Mam kołtuny, oblepione fekaliami po ostatniej biegunce,ropiejące od roku oko, zwichniętą łapę (sąsiad twierdzi,że za głośno szczekałam a on wrócił z wesela. należało mnie się. przecież potrzebował ciszy…)

    Tak,jak miesiąc temu,tak wczoraj i każdego dnia wypatruję”mojego człowieka”, bo nie daję rady przestać. Musiałabym wierzyć, że zostanę tu do śmierci. Że NIKT MNIE TAKIEJ NIE ZECHCE.
    NIKT mnie takiej nie zechce.

    Jeszcze w schronisku mówili, że istnieje taki dom. Dom,w którym dobry człowiek tuli,bawi się i wychodzi na spacery i nawet ze smyczy spuści. Niby to dom tymczasowy. Ale czy to ma znaczenie? Gdy drżę,bo prócz ścian i daszku to buda nie została ocieplona. Nie ma nawet podłogi 😩
    Pokasłuję. Zimno tu. A czasem w ciemną noc to strasznie.
    Moja Pani mówi,że i tak mam szczęście,że mi rzucą co ze stołu,bo ” pożytku ze mnie żadnego”. Ani jajek nie znoszę, ani na mięso się nie nadaję…
    Darmozjad- mówi.
    A ja muszę wierzyć,że tu nie zdechnę,że ktoś dostrzeże we mnie wartość. Dopatrzy się czułości w oku. Kogo rozczulę. Bo rzeczywistość jest NIE DO ZNIESIENIA 😢

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *