Gwałtowna kultura

Wieczór nad Zatoką. Chłód, wiatr, zapach morza i małe fale – tak krótkie że rzygam na samą myśl o żeglowaniu po nich – do tego zakwitające algi śmierdzące jak nieczyszczona kanaliza i obowiązkowo przynajmniej raz zapach marihuany. Po zapadnięciu zmroku tu i ówdzie można także wdepnąć w kochające się pary bardzo młodych ludzi, którzy prawdopodobnie seks na plaży znają tylko z „Dzikiej Orchidei” lub tego typu filmów. Nie rozumieją biedacy, że jest to równie realistyczne co fizyka manewrów i wypadków w „Szybkich i Wściekłych”. Szybciej skończy się obrażeniami ciała niż orgazmem, a jak ktoś nie rozumie to niech wyobrazi sobie silnik tłokowy w mechanizmie zatarcia. Słowo klucz – gładź cylindra w zapiaszczeniu.

Wyobraźcie sobie przeciętnego faceta – 176 cm wzrostu i tak z 90 kg masy na którą nie składają się niestety jedynie stalowej konstytucji mięśnie oj nie. Biegnie sobie tą plażą co drugi dzień, w tę i z powrotem razem tak z 5 km. To ja.

Jest tam takie miejsce – taki falochron jakby z kamieni usypany – na którym można poćwiczyć trochę i zawrócić. Taki Midway. Można i pomedytować jak ktoś ma naturę romantyka i mu te jebane algi nie przeszkadzają. Ja próbowałem ale pompki mi tam lepiej wychodzą. No i właśnie siedzę pomiędzy seriami, robię rzut oka dookoła i widzę że dobiega do tego miejsca też całkiem ładna dziewczyna. Wiek 20-30. wzrost 168 – 170 cm, masa około 50 – 55 kg, skóra gładka i dobrze ukrwiona. Ładnie zbudowana, nogi trochę mocne, na udkach może centymetr więcej tkanki niż żądają czasopisma modowe, ładna pyza. Generalnie ładna, fajna dziewczyna. Oczywiście opakowana w spandex (czy jak to gówno obcisłe do biegania się nazywa) niczym polędwica sopocka do transportu. Pewnie jej ubranie i buty warte były tyle co moja pensja – na pewno więcej niż moje, ale to nie jest trudne. Ludzie jak mnie widzą to się czasem dziwią, że bezdomni też biegają.

Kończę swoją serię i wracam te drugie dwa i pół kilometra. Z przodu i z tyłu nikogo. Trasa biegnie przez piasek, kamienie, zwalone pnie i wodę. Biegam więc odkąd pamiętam w butach wojskowych, takich za kostkę. Już nie raz mi tam stopa wykręciła się nie tak jak trzeba i gdyby nie ta cholewa wysoka to głośno krzyczałbym o pomoc patrząc na anatomicznie niepoprawnie ułożoną kostkę.

Wybiegam z tego najtrudniejszego odcinka zadowolony z siebie. A tu nagle wyprzedza mnie cichutko ta pani. Normalnie ninja, jeszcze cała w czerni.

Co tu robić? Ścigać się z nią? Bez sensu, jest z dekadę młodsza ode mnie, chyba nawet jeszcze nie rodziła i ma sprawniejszy układ krążenia i oddechowy. To ostatnie to wiem po tym że ona nie sapie a ja tak. Poza tym psychologia – ona mi pokazuje, że jest szybsza czyli jak ja zacznę się z nią ścigać to ona też przyspieszy. Padnę pierwszy a portale feministyczne będą tryumfować. Niedoczekanie wasze.

Zwolnić? No można by zadbać o jej dobrobyt emocjonalny. Niech dziewczę widzi że jestem dobrze wychowany a nie żaden tam apologeta kultury gwałtu. Ale w sumie nie, nie chce mi się – pierdolę, za stary jestem. Biegać tu przyszedłem a nie głaskać czyjeś emocje.

Pozostało mi jedno wyjście – gonić ją. Dystans około 5-7 metrów, motywator jest bo tyłek ma praktycznie na wierzchu, pora obudzić w sobie Bestię. Sięgam wyobraźnią po ten tyłek jęzorem żeby wysłać do podwzgórza podanie w trzech egzemplarzach o zastrzyk LH i FSH z przysadki, zapłacone ryczałtem, jeszcze mi przysługuje, fajnie. Tętno wzrasta, w uszach zaszumiało a w mózgu oprócz wizji co jej zrobię jak ją złapię poszło „Seven Nation Army” w remiksie Glitch Mob. OK, będę musiał uregulować tę przysadkę bo coś tam nie styka.

Zadziałało. Kilometr zrobiliśmy w stopniowo przyspieszającym tempie ale to nie była taka akceleracja jakbyśmy się ścigali. Ona biegnie, za nią biegnę ja. Powinna się oddalać ode mnie, a to sapanie za plecami ciągle tak samo głośne. Fajne – budzi pierwotne instynkty normalnie. Zaraz Cię dopadnę, ale jeszcze nie teraz.

Nie wiem czy się zmęczyła, czy postanowiła mnie przepuścić czy też w końcu stwierdziła, że zawiąże tego buta który jej się rozwiązał kilkaset metrów temu. W każdym razie nagle stanęła tuż przede mną, pochyliła się wpół wystawiając tyłek tak że już bardziej się nie da bez urazu wielonarządowego i…

No kurwa, co ty robisz?! – myślę. W ostatniej chwili ją ominąłem, pobiegłem dalej nawet nie patrząc. Pomijam zasady behape ale takie nagłe przerwanie pościgu zwyczajnie zabiło całą atmosferę. Z celu do osiągnięcia stała się w ciągu sekundy – i na sekundę – zwyczajną przeszkodą na drodze.

I teraz nie wiem. Czy wysnuć jakąś głęboką alegorię na podstawie tej przypowieści o gonieniu za niemożliwością, o rozpaczliwym poszukiwaniu miłości w świecie biegnącym coraz szybciej, o tym że motywujemy się głównie niezrozumieniem siebie nawzajem, brakiem komunikacji i samookłamywaniem się wizjami które od początku do końca są tylko w naszych głowach? I kiedy już te zakłamane cele osiągamy to okazują się tylko przeszkodami w dalszym biegu po nic?

Czy może po prostu uczciwie przyznać, że dopóki biegnie przede mną fajna dupa to daję z siebie więcej?

Jedna myśl na temat “Gwałtowna kultura”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *