Znaczenia

Siedzę w ciemności słuchając oddechu mojej śpiącej córki i czuję jak z każdym jej oddechem ładuję akumulatory do następnego dnia. I choć zazwyczaj nie dopada mnie jakakolwiek głębsza refleksja na temat jej przyszłości to dziś po głowie łazi mi pytanie „kim ty będziesz jak dorośniesz?”.

Oczywiście to pytanie nie przyszło samo bo to wymagałoby ciszy, luzu, spokoju i zblazowania typowego dla innych niż moje domostwo warunków. Pytanie to pojawiło się podczas zakupów – jakże typowe dla konsumpcyjnej rzeczywistości.

Było tak:

Runda logistyczna po trójmiejskich sklepach dziecięcych – Pepco oczywiście, coś naprzeciwko gdzie miewają duże body i fajne kurteczki, Akpol. No i w Akpolu właśnie widzę wielką ścianę z Barbie.

Dziecko moje jest typu córka więc lubi lalki. Lubi lalki Barbie także, bo można je czesać i ubierać i bawi się nimi inaczej niż lalkami dzieci. Nie żeby dużo się tymi Barbie bawiła, w sumie to nawet trochę się martwię że w tym wieku nie chce ale to „martwię” to jest takie wiecie, z braku lepszego słowa napisane bo ja listę prawdziwych zmartwień to mam osobno zrobioną i tam nie ma nie tylko lalek Barbie ale także papierosów, seksu czy złych ocen z zachowania w szkole. Fajnie by było, jakby to były problemy.

Dla mnie akurat Barbie jest jeszcze w miarę do ogarnięcia bo to model człowieka w skali 1:6 o przerysowanych proporcjach ciała. Modelarstwo to coś co rozumiem więc jest jakaś płaszczyzna porozumienia. Lalki dzieci które Julka przytula to ja po prostu podnoszę fizjologicznie albo udrażniam im drogi oddechowe. Inna sprawa, że moja córka już przynajmniej jedną lalkę rehabilitowała – taką miała zabawę, rehabilitowała jej nóżki. No w sumie logiczne.

Stoimy sobie przed tą ścianą lalek Barbie, Steffie i czego tam jeszcze nie było i rozmawiamy moim monologiem co by można kupić na urodziny, w końcu to już za dwa miesiące. Oczywiście wziąłem w pierwszym odruchu lekarkę bo ma dwie lale (pani i dziewczynka), dodatkowo dziewczynka ma nóżkę w gipsie (wygląda jak orteza Julki) no i jest dużo gadżetów. Ale ostateczny wybór to jeszcze nadejdzie i dokona go mały beneficjent, nie ja.

I wtedy zobaczyłem napis na części ekspozycji z Barbie – takie napisy na każdej półce:

„Możesz być kim chcesz”

„Możesz być:
lekarzem
marzycielką
fashionistką
strażakiem
tajną agentką
syrenką”

I po raz pierwszy dotknął mnie ten legendarny „kompleks Barbie” która to przecież według producenta (Mattel) nie jest głupią lalką tylko ma głębokie wnętrze i służy do wychowywania pokoleń córek. Jak zryty trzeba mieć łeb, żeby coś takiego wymyśleć?

Bo zobaczmy po kolei.

„Możesz być kim chcesz” to typowy tekst rodziców, którzy już dokładnie dziecku życie zaplanowali. Ewentualnie jeśli nie masz zielonego pojęcia kim chcesz być to sobie możesz tak powiedzieć. Bo wiadomo, że niewiele dzieci odpowie z marszu „chciałabym być inseminatorem powiatowym w Zbąszynku”. Co skądinąd bardzo dobrze o dzieciach świadczy bo Zbąszynek jest gminą w powiecie świebodzińskim a nie siedzibą powiatu i wcale nie wiadomo, czy tam jest potrzebny inseminator na etacie.

„Możesz być lekarzem”
Tak, jeśli zdecydujesz się poświęcić 20 lat życia na naukę, ciężką pracę bez natychmiastowych efektów i życie osobiste polegające na spaniu. Plus Twoja rodzina generacyjna dobrze by było, żeby była bogata. Bo ktoś za życie w tym czasie płacić musi. Poza tym, ja kiedyś myślałem, że jak ktoś chce być lekarzem to chce pomagać ludziom. Nie jest tak. Wielu ludzi chce być lekarzem, żeby inni ich szanowali, żeby mieć właściwą pozycję społeczną. Nie będę wyrokował co przyświecało wizji firmy Mattel (producenta Barbie).

„Możesz być marzycielką”
Tak, i prawdopodobnie będziesz. Wychowana na grach komputerowych, filmach fantastycznych i książkach o cyklicznie powtarzalnej treści z ładnymi okładkami, będziesz przeżywała w swojej głowie fikcyjne historie które skutecznie zagłuszą Twoją umiejętność obserwacji rzeczywistości. Ale to dobra cecha. Przydaje się zarówno informatykom jak i pracownikom call-center. Generalnie wszystkim pracującym w wielkich korporacjach którzy nie chcą za bardzo wiedzieć, co robią, po co i czemu ten pestycyd pakujemy w puszki z których uwalnia się w postaci gazowej, przecież środki chwastobójcze rozpyla się inaczej ale nie będziemy pytać, robimy, pakujemy i wysyłamy do KLów.

„Możesz być fashionistką”
Wiecie, co to jest? Musiałem sprawdzić. To nie jest kreatorka mody, to bym rozumiał i pochwalał. Fashionistka to „miłośniczka mody ubraniowej, śledząca obowiązujące trendy, dbająca o to, żeby w jej szafie znajdowały się modne ubrania, buty i dodatki, często też publikująca zdjęcia w Internecie (np. na swoim blogu)” (za dobryslownik.pl).
Mogę przeklinać gdy coś mnie irytuje. Ale jak to przeczytałem to po prostu tępo patrzyłem w ekran. To się nie dzieje naprawdę. Nie ma takich zawodów. Rozumiem kurwa, złodziej, nawet celnik – to są zawody mimo wszystko potrzebne. Ale to?

„Możesz być strażakiem”
Powodzenia.
No dobra, możesz. Ale na pewno nie będziesz tak wyglądać po kilku latach zapierdalania w pierwszej linii w pełnym oporządzeniu. Widziałaś kiedyś zastęp strażacki 1 linii biegnący do pożaru? Do dziś mam kompleksy.
Słyszałem, że Mattel wypuszcza teraz 4 rodzaje Barbie o różnych proporcjach ciała (chuda, gruba, niepełnosprawna? i coś tam jeszcze). Może dopasują ciałka do wykonywanych zawodów?

„Możesz być tajną agentką”
Przy całym szacunku jaki mam do ludzi, którzy postanowili poświęcić wszystko – absolutnie wszystko – dla służby swojemu krajowi, to naprawdę nie jest to los jaki chciałbym zgotować swojej córce. Nawet biorąc pod uwagę, że gówno na ten temat wiem bo ci co wiedzą nie powinni o tym mówić.
A tu, zwróćcie uwagę, nie jest napisane CZYJĄ tajną agentką ma być. „Need to know basis”, „Na chuj drążysz”, tajny agent to tajny agent i tak czy tak jest zajebisty. Temu błyśniesz nóżką a temu strzelisz z lasera i misja wykonana, jest git, punkty na koncie są. Nie pytaj.

„Możesz być syrenką”
Oszalałaś? Ogarnięcie czego chcą chłopaki i zgranie tego z własnym cyklem miesiączkowym już jest dość trudne. Wolisz mieć tarło zamiast miesiączki? I własny basen może jeszcze? A jak skończysz 15 lat i będziesz miała tarło to lokalne trytony mam gonić z Twojego basenu czym, prądem czy ładunkami wybuchowymi? Kurde nie, przecież to idzie bezdotykowo, będę musiał rozpylać antykoncepcję w basenie. Może Kret w granulkach po uprzednim wywleczeniu Cię za kudły z wody i wywaleniu na kopach do swojego pokoju? A ten gówniarz co zapładniał niech lepiej sam stamtądy wylezie bo Kreta wleję nie patrząc czy on tam jest czy nie.
Masakra. Nie. Nie możesz być syrenką. I jak zobaczę łuski gdziekolwiek  poniżej dupy przeprowadzamy się do Sahary Zachodniej i zapisuję Cię do sekcji maratończyków.

Świat, który namalowało mi te kilka słów jest przerażający. Społeczeństwo kolorowych idiotów specjalizujących się w służebnych czynnościach, nie znających celu swoich działań, przyczyn ani tożsamości zlecających. Oderwani od rzeczywistości, bujający w obłokach kretyni. To nie jest świat jak go widzą dzieci, tylko wizja dorosłych jakie wzorce trzeba zaszczepiać kolejnym pokoleniom.

Gdzie Inżynierka? Ładny skrojony kostium, może dodatkowo jakiś strój polowy, laptop, telefon satelitarny, notes i jakaś kamera typu fusion (termowizja, dalmierz itp.)? Plus kilka klasyków – suwmiarka, przyrządy geometryczne, zawsze można pokazać przy zabawie do czego służą. No i kalkulator. Różne wersje strojów zależnie od branży (chemiczna, biotech, IT, elektroniczna, kosmiczna itp.).
Gdzie Bizneswoman czy Polityk? No aż się prosi o całą linię ładnych ciuchów?
Gdzie Pisarka? Nie blogerka tylko zwykła pisarka? Ciotowate ciuchy, rower na twarz, typowa przedstawicielka Starbucks’a ale przynajmniej COŚ ROBI!
Policjantka? Pilotka? Kierowca? Kosmonautka? Nauczycielka (ta akurat chyba jest)? Kreatorka mody wspomniana? Kurde, sam bym się pobawił niektórymi. Z córką rzecz jasna.
Czujecie, nie mam problemu z samymi lalkami typu Barbie. One nie służą dzieciom do budowania własnej tożsamości czy wzorów do naśladowania. One służą dziewczynkom do nauki dobierania kolorów, dodatków, wymyślania koncepcji ubrania – tak, żeby w przyszłości mogły ogarnąć w miarę tę modowo-stylową kuwetę wielkości Sahary. Ja wierzę, że dla nich to jest tak ważne jak dla nas pomachanie żelastwem. I jak chłopcy bawią się Action Man’em (ta sama skala) to nikt nie krzyczy, że te lalki mają takie proporcje jakby od trzech lat nakurwiały metkę z omką na siłowni a triceps był robiony specjalnie dla Żołnierzy Wyklętych. Nikt na to nie patrzy bo to są weberowskie typy idealne, które dzieci określają mianem „na niby” i nikt problemów nie robi. Ilu chłopców bawiących się Action Man’em (ja się nie załapałem, ale pamiętam „G.I.Joe”, były super!) ma dziś figurę kulturysty, jaja trzyma na pamiątkę w lodówce a przed wybuchem agresji chronią ich tylko duże ilości narkotyków? Mniej więcej tylu ile dziewczynek bawiących się Barbie ma anoreksję, 32 kg masy ciała a o cyklu miesięcznym słyszała tylko opowieści. Czyli może kilkoro, ale reszta wyrosła na w miarę normalnych ludzi.

Mam za to problem z dorosłymi ludźmi, którzy nadają tym zabawkom znaczenia. Zostawmy to dzieciom. Skoro potrafią nadać znaczenie patykowi i kamieniowi to z lalką też dadzą radę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *