Nieśmiałość

Wiosna jest. Fajnie by było się zakochać jak za młodu. W moim przypadku oznaczałoby to beznadziejne wodzenie wzrokiem,
wielokrotne próby podejścia, teksty z przysłowiowej dupy i w końcu obserwacja jak kolega zabiera „sprzed nosa” upatrzoną
pannę. No jak się głębiej zastanowię, to taki łańcuch wydarzeń wcale mnie nie kręci. Gdybym naprawdę miał od tego odmłodnieć
o dwadzieścia lat to oczywiście, bez namysłu. Ale jeśli mam się tylko POCZUĆ młodo, to pójdę na strzelnicę. Albo potańczyć.

Jestem i byłem nieśmiały. Jest to jedna z najgorszych przypadłości jaka dana jest człowiekowi.

Spytacie pewnie, czemu akurat nieśmiałość ma być najgorsza? Jest masa innych rzeczy które są chujowe, z rakiem czy paraliżem
znacznie bliżej czołówki, w której plasują się między innymi śpiewanie Izabeli Trojanowskiej po pijaku, przekonanie o
zasadności Obrony Terytorialnej w formie pospolitego ruszenia lekkiej piechoty czy bieliźniarki w zabudowie na wymiar.

Nieśmiałość jest straszna nie dlatego, że nie pozwala wyrwać upatrzonej panny (lub pana) bo to akurat zawsze jest trochę
loteria a poza tym czasami – jakże często – sukces w tak zwanym rwaniu okazuje się być w długofalowych skutkach
nieporównywalnie gorszy niż porażka. Nieśmiałość jest straszna bo zamyka nam usta i nie pozwala powiedzieć czegoś ważnego.
Czegoś, czego drugi raz możemy już nie powiedzieć.

Taka historia. On i ona. Jeżdżą do siebie, ona jest z Warszawy on nie, ona raczej dobrze ustawiona on tak sobie. Coś tam się
kręci, on szuka trochę pracy w tej Warszawie ale tak sobie to idzie. Któregoś dnia w czasie awantury ona oskarża jego o to,
że ma nieczyste intencje bo jest z nią tylko dla jej posagu (mieszkania). On bez słowa odchodzi bo dla uczciwego faceta taki
tekst to jak cios nożem. Ona płacze bo wcale pewnie nie tego chciała tylko była trochę pojebana, tak samo jak on. Potem długo
nie rozmawiają ze sobą. A potem życie pisze im swoje ścieżki i któregoś dnia on postanawia, że naprawi wszystko. Powie jej co
trzeba nie po to, żeby wrócić, ale żeby wyjść na czysto z tego wszystkiego. Dzwoni, umawiają się, cieszą się na to spotkanie.
Tylko, że ona umiera dwa dni przed czasem spotkania.

Tak po prostu, w jasny dzień, porządkując papiery na swoim biurku. Upada twarzą w te papiery i odchodzi. Udar.

Czasami życie nie daje drugiej szansy powiedzenia innemu człowiekowi czegoś ważnego. A nieśmiałość zabiera nam tę pierwszą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *