Starość

Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego starych ludzi nikt nie lubi. W sumie to nie, nie zastanawiało mnie to nigdy bo traktowałem ich jak większość naszego społeczeństwa – czyli jak powietrze, jak niewidocznych. Jak zacząłem pracę w systemie ochrony zdrowia to nie dało się już ich nie zauważać (a także czuć i słuchać). Ale to nie może być cała prawda o tym nielubieniu, bo mam wielu kolegów którzy są brzydcy, śmierdzą i pierdolą głupoty a mimo wszystko są mi drodzy. Dobra, kolejna ściema – przecież ja nie mam kolegów. Na świecie żyje tylko kilku psychopatów tak popapranych, że pozostało im żerować jedynie na sobie nawzajem, ja jestem jednym z nich. Ale naprawdę są brzydcy i śmierdzą, zwłaszcza po treningu.

Tak naprawdę to słuchanie jest chyba najgorsze. Cewnikowanie pacjentki czy pacjenta 65+ to nie jest kompleksowe Spa dla zmysłów, ale też nie jest to jakaś niewiadomo jaka Hiroshima – w końcu ta praca na tym polega. Ale te ich przemyślenia… Połączenie haseł i frazesów, narzekanie na wszystko w oparach lekkiej do umiarkowanej choroby psychicznej.

I wieczna pretensja. No OK, w pracy to ja jestem obiektem tej pretensji. I szczerze, jakbym powiedział że system działa to już by koledzy zapukali na podstawie Art. 273 KK. (a co ja mówiłem? Że nie mam kolegów? No właśnie). W Polsce nie ma czegoś takiego jak geriatria – to nie jest mój pogląd tylko wniosek NIKu sprzed roku (https://www.nik.gov.pl/aktu…/nik-o-opiece-geriatrycznej.html). A opieka nad człowiekiem który rozpoczyna proces starzenia to opieka głównie psychologiczna – no dobra nie
tylko, ale w dużej mierze. Jesteś tak stary jak się czujesz, plus dochodzą problemy nam nieznane (np. jak zostać normalnym i nie myśleć o samobójstwie gdy po kolei wszyscy Twoi znajomi i przyjaciele umierają? Albo jak poradzić sobie z przeszłością która wraca a nikt z obecnie żyjących nie potrafi jej zrozumieć?).

Tak to widziałem do niedawna. Może dlatego, że dziadków w zasadzie nie miałem a moja babcia była rehabilitantką – szczupła, wysoka (no potem malała już oczywiście), i ostatniego typa wyrwała w wieku lat jakoś tak osiemdziesięciu. Przy czym strasznie się wstydziła przyznać bo to był gówniarz okrutny – raptem 65 lat czy coś takiego – więc odgadłem po tym że ożywiała się i unikała tematu dokładnie jak przeciętna nastolatka. Wyrehabilitowała go sobie po wylewie i miała. Było jej przykro jak umarł. A sama babcia zaliczyła może max 2 lata starości więc zestarzała się tak jak żyła – szybko i na maxa. Tyle wiedziałem o starości – jak większość normalnych ludzi podstawową wiedzę zdobywałem w rodzinie co mówiąc delikatnie nie wyczerpuje znamion statystycznej istotności przy badaniu zjawiska.

A, no i jeszcze dochodzi aspekt osobisty. Niezbyt mi pasuje towarzystwo wścibskich staruszek gapiących mi się na Julkę a tym bardziej pytających czemu ona na wózku, co jej jest albo czemu taka duża i na rękach? Jest też taka jedna która mnie atakuje pod śmietnikiem, że nie segreguję odpadów a przecież ona za to płaci. No kurwa franco jedna, sama sobie posegreguj – masz czas i nie ty płacisz tylko ja, wszak to „owoc żywota mojego je ZUS” a ty dostajesz z niego emeryturę. A może tęskno ci do tych czasów gdzie wbijałaś się do śmietników obserwowanych opozycjonistów albo bandytów (mi też mieszają się czasami nazwiska dzisiejszych polityków) i przepierdalałaś im odpadki żeby potem pisać raporty? Rozumiem to i podziwiam – dobra robota zawsze znajdzie moje uznanie, niezależnie od ideologii. Wtedy pewnie miałaś ciało bogini, przyspieszenie w pięć sekund do setki (znaczy 11 sekund na setkę bez zadyszki a następnie w pięć sekund polewałaś i waliłaś pierwszą setę) i wbijałaś takie skupienie na strzelnicy że twój oficer prowadzący oskarżał cię o oszukiwanie. Ale weź się odpierdol od moich śmieci! Albo masz – weź, tylko odpierdol się ode mnie stara kobieto bo ja tu próbuję jakoś na życiowych zakrętach wyrobić ciałem i umysłem które jeszcze mają relatywnie sprawny silnik, zawieszenie i sterowanie ale jak cię słucham to mnie zżera coś jakby rdza tylko bardziej stęchlizną i grzybicą zajeżdża.

No dobra, tak to wyglądało. Aż do pewnego dnia gdy wpadło zlecenie przewozu pacjentki wiek osiemdziesiąt plus z domu na badania. Karta zlecenia nie zawierała PESELu tylko datę urodzenia i był to rok 1930. Jedziemy z profeską i kulturą, na miejscu dwoje bardzo zadbanych ludzi (mogliby być moimi rodzicami) którzy wykazują autentyczne zatroskanie. Pani spokojna i pokorna, spokój na twarzy, zero mądrzenia się. Za pierwszym razem raczej pilnowałem jej podczas załadunku (trzy przesiadki przy jej kontuzji to było trochę uważania) więc nie przyjrzałem się, ale w drodze powrotnej już na spokojnie siedziałem z nią w przedziale medycznym i się przyjrzałem.

Tu mała dygresja, zapytacie zapewne dlaczego jadę w przedziale medycznym? Otóż dlatego, że jestem kierownikiem! Tak tak, karetka ma kierownika i kierowcę. Kierowca to ten który ma uprawnienia. Kierownik to taki debil który z jakichś powodów nie ma ważnej wkładki na pojazdy uprzywilejowane. Jak wszędzie – im masz mniejsze kompetencje, tym wyżej zajdziesz. Na szczęście w naszej karetce poza brakiem umiejętności prowadzenia pojazdu kierownik niewiele się różni od kierowcy jeśli chodzi o kompetencje medyczne. No przynajmniej jeszcze żadna karta zgonu nie ma w punkcie 18. mojego nazwiska obok np. Y84.9.

Patrzę na tą panią i myślę sobie, że ma bardzo równe i nawet ładne jak na swój wiek rysy. Włosy białe ale jeszcze całkiem gęste – jakbym był jej opiekunem tobym ją wziął do jakiegoś wizażysty i pierdolnął nową fryzurę, paznokcie też, a co (może zrobić ci takie „na harpię”, żeby zięć wiedział gdzie jego miejsce?). Potem może zakupy, torebka jakaś, buty – no coś by się z tobą jeszcze zrobić dało. Nawet potańczyć byśmy mogli bo co prawda jesteś teraz na wózku ale mi zabawa na wózkach nie jest obca, oj nie. A do Franka Sinatry musiałaś nieźle kręcić tym i owym – można by powtórzyć. W końcu jak zobaczyłem na koncercie Cesarię Evoreę jak się rusza (a już ledwie się ruszała) to chciałem ją zaprosić na kawę a ona jest w twoim wieku. Ale wiesz, nie wyszło bo w Trójmieście nie ma dobrej kawy a ona musiała wracać na Kubę, rozumiesz…

No i ja tak myślę jak tu zagadać a ona mi nagle takim tekstem:

„Ale oni mają ze mną problemów… Niepotrzebne to wszystko”

Noż kurwa!

Świadomość jej stanu psychicznego pierdolnęła mnie jak nieuważny student pierwszego roku ratownictwa naładowanym defibrylatorem. Jak bardzo trzeba się czuć śmieciem, kawałkiem zepsutego mięsa, żeby myśleć o sobie jedynie jak o problemie? Nie, nie tak jak dzisiejsze emo – JestęNikimAlePatrzNaMniePocieszajIWspółczujBoTakNaprawdęJaJaJA! – tylko tak autentycznie jak odpad. F32 jak nic, a może nawet F33. U człowieka, który nie wygląda jakby się całe życie nad sobą użalał.

Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć więc mówię tylko: „Proszę pani, to naturalna sprawa i nikt pani łaski nie robi. Pani się nimi opiekowała jak byli mali, teraz oni opiekują się panią”. No bo co miałem powiedzieć? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem przecież, a poza tym za dziesięć minut robimy ten adres i koniec roboty, więcej przecież cię nie zobaczę, prawda?

Nieprawda. Tydzień później dostajemy kolejne zlecenie i znowu wieziemy tę panią. Dobra, myślę – teraz zagadam. Jadę w przedziale medycznym, pani ładnie zapięta, kocyk równo ułożony, ciepło?-ciepło, no to pytam. Najpierw o jakieś pierdoły, potem o dzieci. Powiedziałem jej o Julce, jej reakcja była zatroskana ale spokojna – widać, że swoje w życiu widziała, pewnie widzi moją przyszłość jako analogie do niejednej historii jaką widziała. Pytam o dzieci – miała czworo. Jedno przeżyła. Ma też dwanaścioro wnuków i ośmioro prawnuków. Fajnie się gadało. Serio. Żałowałem, że dojechaliśmy.

24 ludzi. Wyprodukowała dwadzieścioro czworo ludzi. To jest pluton, czyli można by ich zorganizować tak, że zawsze ktoś jest na warcie, zawsze ktoś pracuje i zawsze ktoś odpoczywa. Tyle ludzi wystarczy do obsługi żaglowca. Ale tam, żaglowca – tyle wystarczy do obsługi szpitala. Albo lotniska. Małych bo małych, ale zawsze. Dobra, zaryzykuję herezję – tyle ludzi i nowoczesny system komputerowy wystarczyłyby do zarządzania miastem. Jak dla mnie to ona nie powinna już pracować a w uczciwym społeczeństwie powinna za to dostać kasę – za swoje dzieci i prowizję za wnuki i prawnuki, tak jak to działa w każdym uczciwym handlu i produkcji.

I ona się czuje problemem? Gdzie w tym całym układzie jest błąd? Szukam, myślę, nie znajduje. Spać mi nie daje ta rozmowa choć pacjentka już dawno odwieziona, temat zamknięty, kasa rozliczona.

Jeden człowiek sprowadza na świat dwadzieścioro czworo ludzi – tak po prostu, bo taki jest cykl życia. I ten człowiek nie ma dla siebie zupełnie szacunku! Czy to dlatego, że my ich nie szanujemy? No dobrze, ale kto był najpierw – my, czy oni? Oni. Więc skąd wzięliśmy tę pogardę dla starszych? Od kogo się jej nauczyliśmy?

Może to trochę ich wina? Traktując się w ten sposób, myśląc tak o sobie sami napędzają tę machinę samospełniającej się przepowiedni? O, to jest to – obwinianie ofiary zawsze na propsie. Dobra, przesadzam – oni też mają w tym swój udział. Ale to my możemy to zmienić.

W którym momencie psychozy i demony towarzyszące starości i strachu przed nią tak zmieniają człowieka, że nie możemy na niego/nią patrzeć? I czemu właściwie nie możemy wprowadzić normalnej, systematycznej i systemowej opieki geriatrycznej nad naszym społeczeństwem? Odciągnąć ich trochę od demonów starości, dać poczucie wartości? A wtedy może zamiast pierdolić niektórzy zaczną mówić rzeczy, które naprawdę warto sobie przyswoić i zapamiętać. Bo starsi ludzie są pamięcią nas wszystkich i wymazywanie tej pamięci co pokolenie kończy się różnymi modami na „prawdy historyczne” zamiast budowaniem spójnej, historycznej tożsamości.

I w ogóle nie „ich” tylko „nas” przecież. My jesteśmy nimi, nasze dzieci będą nami.

Ale o czym ja mówię, to by wymagało reformy NFZ i ZUS. Weź złap złotą rybkę i powiedz jej: „Chcę zrozumieć kobietę. Albo nie, chcę reformy ZUS i NFZ tak żeby działały”.

Po chwili milczenia rybka odpowie:

„Kobiety naprawdę nie są takie skomplikowane. Posłuchaj…”

(Wszystkie dane oddanych mi pod opiekę pacjentów oraz wszystkie informacje dotyczące ich stanu są w moich tekstach zmienione)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *