Osobliwy przypadek kota Knursona

Kot Knurson był przeciętnie grubym kotem (nie mieścił się w umywalce ale mieścił się w wannie), który razem z dwoma innymi kotami mieszkał gdzieś na Żoliborzu. Usługiwało im troje, w porywach czworo ludzi. Dobry układ, spokojny. Kot Knurson był pieszczochem okrutnym.

Któregoś razu kot Knurson zeżarł coś dziwnego i posadził kloca w kuwetę tak śmierdzącego, że pozostałe koty goniły go z wrzaskiem. Smród był niewyobrażalny – normalne kocie gówno śmierdzi okropnie, ale to to była prawdziwa Hiroshima. Koty uciekły od Knursona, który chciał się z nimi bawić. Zabroniły mu też korzystać z drugiej kuwety. Ostracyzm, ban, foch, dąs i szlaban. Knurson był sam do końca dnia.

Ludzie natomiast skręcili pięciogramowego blanta, spalili go i dalej rozmawiali przy herbacie.

Jaki morał płynie z tej mrożącej krew w żyłach przypowieści?

Narkotyki są dla ludzi.

Dziś modne jest promowanie legalizacji broni palnej, ale ci sami ludzie jak słyszą słowo „narkotyk” to reagują prześmiesznie – takie trochę nadęcie, trochę strach a trochę oburzenie. Tak jakby jakikolwiek narkotyk był gorszy „per se” od urządzenia do zdalnego uboju ludzi.

Nie zrozumcie mnie źle – nie jestem wesołkowatym usprawiedliwiaczem ogłupiających uzależnień, które Anglosasi określają mianem „recreational drug use”. Ale są takie chwile, gdy sytuacja się, mówiąc najogólniej, sknursoni – no choćby komuś na robocie urwie rękę – i będziemy chcieli doczekać jakoś do przyjazdu karetki albo do zabiegu operacyjnego. Do tego służą narkotyki. Moje narzędzie pracy.

Czy wiecie, skąd się wzięła heroina? W latach dwudziestych zeszłego wieku dzieci chorowały na choroby typu koklusz, dziś mocno wytępione szczepionkami, które to choroby charakteryzowały się uporczywym, męczącym kaszlem. Takim wiecie, trwającym godzinami, wyczerpującym dziecko tak że nie mogło samo usiąść. Firma Bayer, ta od aspiryny, zrobiła im wówczas syropek z opiatów i nazwała go „Heroin” na cześć małych bohaterów co już nie kaszlą po syropku. Jak to opiaty (morfina czy fentanyl) oprócz działania przeciwbólowego w małej dawce znoszą odruch kaszlu. Tak, heroina powstała jako lek dla dzieci. Bayer się tym chyba nawet chwali na swojej oficjalnej stronie.

Amfetaminę (choć to nie narkotyk) stosowano w latach pięćdziesiątych jako środek odchudzający. Inna sprawa, że do dziś działa rewelacyjnie. GHB – czyli pigułka gwałtu – to francuski anestetyk, ponoć średnio udany ale długo stosowany w ichniej służbie zdrowia. Morfina czy jej syntetyczny, sto razy mocniejszy odpowiednik – fentanyl – to dzisiaj standardowa zawartość saszetki z narkotykami w karetce albo na SORze.

Co do THC i jej „leczniczych” właściwości to akurat jestem sceptyczny. To nie jest jakieś fantastyczne panaceum a sposób jej reklamowania przypomina mi wypowiedzi pewnego „trybuna broni’ na temat broni palnej. Każdy powód jest dobry, żeby promować blanta, ale czy on naprawdę ma takie właściwości czy po prostu jest blantem i chcemy go już na legalu zajarać? Nie mam nic przeciwko, tylko przesadnie bym do tego medycyny nie mieszał. Ale ja się nie znam, te opinie wydają naukowcy.

Osobną kwestią moralną jest handel narkotykami. Pamiętam bardzo mądrą rzecz, jaką powiedział mój kolega (nie mam kolegów; to była tylko znajoma twarz): Handel bronią jest znacznie bardziej niemoralny niż handel narkotykami. Broń kupuje się w celu zrobienia krzywdy innej osobie; narkotyki kupuje się w celu zrobienia krzywdy sobie. Dlaczego zatem handlarze bronią, zwłaszcza instytucjonalni, cieszą się szacunkiem, podczas gdy handlarze narkotyków otoczeni są tak mroczną sławą? Bez sensu. I proszę nie przytaczać argumentu, że narkotyki sprzedaje się dzieciom – bo broń też można sprzedawać dzieciom, a poza tym dzieciom w szkołach sprzedaje się mnóstwo syfu, od cukru po gównoprawdę. To ostatnie – za moje podatki.

Na co dzień nie palę, nie piję, nie zażywam żadnych substancji powszechnie nazywanych narkotykami. Jednak gdyby sytuacja uległa gwałtownej knursonifikacji i dopadł by mnie na przykład zawał to wolałbym, żeby ktoś w okolicy był z morfiną żeby MONA rozpocząć, a nie ktoś z kadzidłem i modlitwą. Tym bardziej jak będę zdychał w męczarniach – poproszę raczej fentanyl dożylnie niż modlitwę dousznie.

Zdążycie ją zmówić.

 

(Ze względów bezpieczeństwa nazwisko kota zostało zmienione)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *