Jestem mizoginem

Do takiego wniosku doszedłem dzisiaj po południu. Nie rokuje to dobrze procesowi wychowawczemu mojej córki ale trudno, priorytetem i tak jest jej zdolność chodzenia i mówienia. Jak to załatwimy to już pewnie nie będę miał zbyt wiele czasu przed sobą na ustawianie jej życia, co jej pewnie na zdrowie wyjdzie.

Ta konstatacja dopadła mnie kiedy zestawiłem dwa zdarzenia – jedno z przeszłości niedalekiej i jedno z dziś po południu. Ale po kolei.

Kobold był tak miły, że po południu wybrał się z nami do lasu. Potrzebuję zawsze jakiegoś partnera do przekonania mojej córki do spaceru bo samemu to mnie robi jak chce – jeden uśmiech i leżę rozbrojony szybciej niż jakby mnie czwórka gdańskiego AT obrabiała (mam porównanie, pozdrawiam wszystkich funkcjonariuszy). Niestety nie chce jej się marznąć i męczyć więc zazwyczaj po prostu chce do domu. To niezdrowo, trzeba się dotleniać i próbować stawać przy drzewach. Ale jak ją przekonać, jak jest się samemu? Musi być backup.

Wracając do domu podjechaliśmy na zakupy po chlebek na grzanki „cztery sery”. Mam nowiutką kartę parkingową i mogę w takich sytuacjach stawać na kopercie, więc sobie stanąłem, wziąłem Julkę i poszedłem z nią do stacji wózeczków.

I teraz retrospekcja.

Kilka miesięcy temu idę z córką na wózku a jakaś starsza wymuskana pani patrzy się na Julkę (to była jakaś poczekalnia albo co) i pyta mnie: „a ona już nie powinna zrezygnować z wózeczka?”. Sam ton mnie jakoś wkurwił ale trzymam się i mówię grzecznie, że nie, nie może bo nie może chodzić. Na to „Ach!” jak stąd do Krakowa i już czuję tę ekstazę, bo jest jakaś tragedia którą takie stare kurwy się karmią – zazwyczaj w telewizji albo w poczekalni u lekarza. I zaczyna się wypytywanie oraz mądrzenie i wspominki, na które mam ochotę zareagować sierpem w wyrostek sutkowy. No ale nie wolno bo za to zapewniają dłuższe spa na koszt państwa.

Wracamy na parking dziś po południu. Podchodzę do stacji wózków (taka z wiatą, wiecie). Stoi tam nieźle ubrany menel. Twarz w normalnym kolorze, nawet ma okulary – znaczy inteligient. Spodnie miał jakieś bojowe w desert tan ale ogólnie to był żebrzący menel. Wsadzam przy nim Julkę do wózeczka a on do mnie z tekstem: „A może by pannica sama pochodziła?”

Wiecie, co mnie rozjebało? Moja reakcja. Zero agresji. Pełne zrozumienie – tak, rodzice w tych marketach wpierdalają swoje grube bachory do wózków bez żadnego pomyślunku zamiast kazać im chodzić. Tak, to jest uciążliwe dla wszystkich. Facet ma rację. I w dodatku mówi cicho i bez pretensji.

Odwracam się i mówię do niego z uśmiechem, bez sztuczności żadnej: „wie pan, gdyby mogła chodzić to zapewniam pana, że by chodziła”. Zero agresji i zero wkurwienia, może trochę smutno ten uśmiech mi wyszedł.

Druga rozjebka w ciągu minuty – jego reakcja.

„O kurwa przepraszam. Sorry. Nie mogę wszystkiego wiedzieć… przepraszam, kurwa”

I jak wychodziłem to gdzieś się ulotnił. Chciałem mu nawet powiedzieć że jest OK, spoko. Ale musiało mu być strasznie głupio.

Jak dla mnie ten menel miał więcej klasy niż ta stara raszpla. I to jest mój problem, nie jej. Jego rozumiałem a jej nie.

I pewnie nigdy nie zrozumiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *