Bieliźniarka

Gdybym miał wymienić jeden najbardziej niepotrzebny mebel w domu to byłaby to bieliźniarka. No kurwa, kto to wymyślił? Szafka bez półek za to z poprzeczną na stałe wbitą dechą która uniemożliwia włożenie tam czegokolwiek.Nie włożysz tam plecaków, toreb, skrzynek narzędziowych czy nawet ubrań, bo niewygodnie – albo nie wchodzą bo szpara za mała albo giną gdzieś na dole a Ty nie masz nawet oglądu stanu szafki. Generalnie konstrukcja przypomina dyspenser na rękawiczki albo serwetki ale umówmy się, żaden dyspenser nie ma rozmiarów szafki. Co w mieszkaniu 35 m2 ma cholerne znaczenie.

Bez sensu.

Jako, że moje mieszkanie kupiłem z zabudową na wymiar, to staram się nie zmieniać zbyt wiele bez generalnego remontu. No i była tam właśnie taka bieliźniarka i choć dałoby się ją wywalić to nie bardzo mam pomysł jak zagospodarować dziurę. W efekcie trzymałem tam pierdolnik typu wkłucia, mniejsze torby medyczne czy worki na zwłoki (nieużywane są świetne do wożenia dziecka za sobą po ziemi, naprawdę fajna zabawa – mała to uwielbia).

Od jakiegoś czasu jestem w trakcie porządkowania życia i przestawiania mieszkania w tryb rodziny radioaktywnej (rozszczepiona nuklearna czyli 2 plus 1). Dzięki jednemu z kolegów sporo sprzętu używanego gdzie indziej znalazło już godny dom gdzie może do woli rozmawiać z dużą ilością ciekawych grzybów naściennych i nagle moje mieszkanie zaczęło przypominać trochę bardziej miejsce do życia a trochę mniej magazyn. Co za tym idzie zacząłem eksperymentować z zastosowaniem niektórych mebli na potrzeby inne niż przechowywanie sprzętu medycznego. Wiecie – nagle okazuje się, że można używać więcej niż dwóch półek na ubrania, dziecku można rozsądnie porozkładać ubranka i zabawki a ręczników i pościeli nie trzeba upychać w jednej półce.

Nie żeby taka ilość wolnego miejsca była efektem czegoś dobrego, ale skoro już się stało to trzeba to jakoś porozkładać.

No i przymierzam. Ubranka Julki – bez sensu. Plecaki medyczne – nie wchodzą, za duże. Gry, zabawki – nie ma jak wyjąć potem. Naprawdę, nie ma głupszego wynalazku niż bieliźniarka. No OK – pomijając białą kredkę. Tą wymyślono chyba na chloropromazynie popijanej burbonem.

W końcu wkurwiony wyczyściłem dokładnie dno i wsadziłem tam pościel, kołdry i poduszki. Weszły zaskakująco gładko. Kurde, całkiem pojemna ta szafka. Całkiem sensownie przemyślany taki „dozownik na kołdry”. Wyciąga się – w sumie banalnie. Nie no, fajne. Ma sens.

Nie znoszę gdy instrukcja obsługi ma rację. To mi rysuje ego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *